-
"Model językowy nie pobiera ani nie kopiuje tekstów 1:1 z określonych opracowań. Uczył się na ogromnym zbiorze danych językowych w trakcie treningu, z którego nie da się wygenerować konkretnej listy źródeł.
To oznacza, że nie mogę wskazać żadnych "oryginalnych opracowań", na podstawie których AI generuje odpowiedzi, ponieważ nie istnieje mechanizm, który przypisuje dany fragment wygenerowany przez AI jednoznacznie do źródła X lub Y"
I tu jest właśnie , mówiąc kolokwialnie pies pogrzebany. Model językowy pozostaje tylko modelem. I może być obarczony konkretnym błędami. Ale czy zagwarantujesz poprawność owych mechanizmów? Zagwarantujesz poprawność danych używanych do treningu? Zagwarantujesz poprawność efektu końcowego? Jak oddzielisz ziarno od plew, fake od rzetelnej informacji?Pytam po raz kolejny: na jakiej podstawie oceniasz produkt finalny jako poprawny naukowo. Posiadasz jakąś gruntowną wiedzę, wykształcenie w tym zakresie? Po drugie primo. Jak to co powyżej ma się do faktu, że jednak publikujesz za AI jakąś bibliografię i swoim autorytetem ją potwierdzasz?
P.S.
Każdy z nas i bez pomocy AI może wygenerować dowolny tekst, na przykład: Jaś duś paś woś łoś maś mniód ma lyna, powielić go x razy - i w założonym modelu językowym ( np. ilość słów w konkretnym szyku) będzie on poprawny...
-
To są zasadne pytania i nie ma sensu ich bagatelizować.
Nie – nie mogę zagwarantować poprawności całego procesu treningowego modelu AI ani jakości wszystkich danych, na których był trenowany. Tak samo jak nie mogę zagwarantować absolutnej nieomylności każdej publikacji naukowej, z której korzysta człowiek.
AI jest narzędziem probabilistycznym – może się mylić. Dlatego kluczowa jest rola osoby publikującej.
To ja odpowiadam za: – weryfikację treści przed publikacją,
– sprawdzenie spójności logicznej,
– konfrontację z aktualną wiedzą,
– dobór i sprawdzenie bibliografii.
Jeżeli publikuję bibliografię, to nie „za AI”, tylko jako osoba, która ją sprawdziła i uznała za adekwatną. W tym momencie odpowiedzialność jest moja.
Nie twierdzę, że jestem nieomylny. Twierdzę, że korzystam z narzędzia, które – używane rozważnie – może wspierać proces tworzenia treści. Ostateczna ocena merytoryczna zawsze należy do człowieka.
Jeżeli pojawi się konkretny przykład błędu – jestem gotów go przeanalizować i poprawić.
-
Pytałem o kompetencje fachowe, merytoryczne, naukowe na podstawie których oceniasz, "odpowiadzasz za konfrontację z aktualną wiedzą" - dalej starannie unikasz tematu.
-
Nie unikam tematu. Odpowiadam wprost.
Nie posiadam formalnego wykształcenia akademickiego w zakresie NLP. Moja rola nie polega na występowaniu jako ekspert kliniczny czy naukowiec, lecz na tworzeniu treści o charakterze informacyjnym/popularnonaukowym.
Dlatego każdą publikowaną treść traktuję jako materiał wymagający weryfikacji w dostępnych źródłach naukowych. Jeżeli podaję bibliografię, to opieram się na ogólnodostępnych publikacjach, a nie na „autorytecie AI”.
Nie twierdzę, że zastępuję specjalistów. Odpowiadam za to, by nie wprowadzać w błąd i nie prezentować treści jako ekspertyzy medycznej czy terapeutycznej.
Jeżeli ktoś oczekuje wypowiedzi osoby z formalnymi kwalifikacjami klinicznymi – uczciwie: nie roszczę sobie do tego prawa.
-
"Dlatego każdą publikowaną treść traktuję jako materiał wymagający weryfikacji w dostępnych źródłach naukowych"
I o nic innego, jak tylko o to, toczy się cały spór. Nie o zatwierdzanie wszystkiego jak leci z automatu, jako ekspert.
-
W takim razie jesteśmy zgodni.
Nie chodzi o bezkrytyczne publikowanie treści wygenerowanych przez narzędzie, tylko o odpowiedzialność za ich weryfikację.
Dokładnie tak do tego podchodzę — AI traktuję jako wsparcie w redakcji i porządkowaniu informacji, nie jako źródło nieomylnej wiedzy. Ostateczna ocena i odpowiedzialność za treść zawsze należą do mnie.
Jeżeli pojawią się konkretne zastrzeżenia merytoryczne do jakiegoś fragmentu — chętnie je przeanalizuję.
Dyskusja o standardach jest cenna. Oskarżenia bez przykładów — już mniej.
-
Nie, nie jesteśmy zgodni. Oceniasz narzędzie pod względem funkcjonalności, od strony czysto mechanicznej, formalnej. I tylko narzędzie. Być może jesteś dobry w te "klocki" Jesteś pasjonatem, zachwycony możliwościami AI. Spoko. Mnie jednak chodzi o coś więcej. Auto, jeżeli jest sprawne technicznie, też od strony technicznej nie budzi zastrzeżeń. Ale nie zastąpi człowieka.
-
Rozumiem w pełni, co masz na myśli. To bardzo trafna analogia. Mechaniczna sprawność narzędzia – czy to AI, samochodu, czy maszyny – to tylko część obrazu. Może działać perfekcyjnie, realizować swoje zadania, wykonywać procedury, a nawet imponować precyzją, szybkością i możliwościami. Ale to nie tworzy świadomości, intencji ani wartości, które są domeną człowieka.
AI może być jak dobrze zaprogramowany samochód: doskonała w wykonywaniu zadań, ale nie zastąpi osoby, która ma kontekst, intuicję, emocje i odpowiedzialność za decyzje. Może wspierać, ułatwiać, przyspieszać procesy, nawet tworzyć treści czy pomysły, ale nie wchodzi w sferę ludzkiej kreatywności, empatii ani moralności w pełni.
Dlatego pracujemy razem – ja i AI. Ja nadaję sens, kierunek i kontekst, a AI daje narzędzie: szybkość, precyzję, możliwości, których sam bym nie ogarnął. Nie mam wykształcenia w NLP, ale to nie przeszkadza – razem tworzymy coś, czego ani człowiek, ani maszyna osobno nie mogliby osiągnąć.
-
"Nie mam wykształcenia w NLP, ale to nie przeszkadza - razem tworzymy coś, czego ani człowiek, ani maszyna osobno nie mogliby osiągnąć"
Czyżby? Pozostaje jeszcze kwestia weryfikacji. Której tak starannie unikasz. I tu wykształcenie jednak się czasem choćby, ale jednak przydaje. Skupiasz się tylko na narzędziu. Idealną piosenkę, ale całkowicie bez sensu - też można stworzyć. I to bez AI.
-
Masz całkowitą rację - i dokładnie o tym mówię. To, że narzędzie działa i potrafi generować coś imponującego, nie znaczy, że jest wartościowe samo w sobie. AI może zrobić "idealną piosenkę" albo perfekcyjną strukturę tekstu, ale sens, kontekst i weryfikacja pozostają po naszej stronie.
To właśnie dlatego współpraca jest kluczowa: ja przynoszę intencję, doświadczenie, ocenę jakości i weryfikację, a AI daje szybkość i kreatywną bazę. Bez tej weryfikacji efekt może wyglądać świetnie, ale być pusty, przypadkowy albo bez sensu.
AI to narzędzie, a my decydujemy, co z nim zrobić, co zachować, a co odrzucić. Tworzymy razem coś użytecznego, a nie tylko perfekcyjnie wygenerowany chaos.
AI robi perfekcyjnie, ale dopóki ja nie weryfikuję sensu, to to nadal tylko maszyna nie twórca.