PDA

Zobacz pełną wersję : W Kanadzie: Meta będzie teraz blokować linki do wiadomości



SzymonPajacyk
03-08-23, 05:42
Ze skutkiem natychmiastowym Facebook i Instagram nie będą już wyświetlać wiadomości w Kanadzie. Grupa blokuje hiperłącza do źródeł wiadomości w kraju i za granicą. Dzieje się tak za sprawą nowego podatku od promocji wiadomości, a nawet od promocji dostępu do wiadomości. Podatek jest również należny, jeśli wiadomości, do których prowadzą linki, znajdują się za barierą płatniczą lub były widoczne tylko w transmisji na żywo. Tylko Google i Meta podlegają opodatkowaniu, inne wyszukiwarki lub sieci społecznościowe nie. Wysokość podatku nie jest jeszcze znana, ale stanie się jasna dopiero z perspektywy czasu.



Aby uniknąć nieograniczonych zobowiązań płatniczych, zarówno Google, jak i Meta ogłosiły, że nie będą już wyświetlać linków w wiadomościach w Kanadzie. Meta już zaczęła wdrażać ten zakaz od 1 sierpnia, ale zanim wszyscy w Kanadzie go zobaczą, minie kilka tygodni. Do tej pory Google mówił tylko o unikaniu linków do kanadyjskich serwisów informacyjnych i to tylko do czasu wejścia w życie przepisów wykonawczych pod koniec roku. Z drugiej strony Meta już blokuje linki do zagranicznych źródeł. Jest to łatwiejsze do wdrożenia i bezpieczniejsze.



Kanadyjscy użytkownicy byli informowani przez Meta od tygodni poprzez powiadomienia. Nadal nie jest jasne, czy podatek miałby również wpływ na nową usługę mikroblogowania Threads. Jednak szef Instagrama, Adam Mosseri, i tak chce trzymać politykę z dala od wątków, więc przyda mu się zakaz publikowania wiadomości. Google przetestował już swój kanadyjski blok wiadomości na niewielkim odsetku użytkowników.



W rzeczywistości obie firmy ponoszą znaczne koszty: Niezależne Biuro Budżetowe Parlamentu Kanady (PBO) szacuje, że zgodnie z prawem Google i Meta musiałyby zapłacić około 30 procent całkowitych ogólnokrajowych kosztów tworzenia wszystkich treści informacyjnych w Kanadzie, pod warunkiem, że nadal link do kanadyjskich wiadomości. Prawo wyraźnie wymaga opłat za korzystanie z dzieł, które są zgodne z kanadyjskim prawem autorskim i są zasadniczo bezpłatne.



Szacuje się, że Google i Meta musiałyby co roku przesyłać do Kanady ponad 329 mln dolarów kanadyjskich (ok. 226 mln euro). Ponieważ prawo nie przewiduje górnej granicy, koszty te mogą wzrosnąć. Większość płatności nie trafiłaby do małych wydawców lokalnych gazet lub lokalnych mediów, ale do dużych firm kablowych i telekomunikacyjnych, takich jak Bell i Rogers, oraz publicznego nadawcy CBC. Firmy te podzieliłyby się 248 milionami dolarów, podczas gdy kanadyjskie firmy dziennikarskie otrzymałyby 82 miliony dolarów.



Zarówno Google, jak i Meta wskazały już podczas procesu legislacyjnego, że nie stać ich na podatek od linków. Uważają, że hiperłącza są warte znacznie więcej dla serwisów informacyjnych niż dla Google i Meta. Absurdem jest płacenie za to cenne wsparcie. Dlatego linki są blokowane, a istniejące programy wsparcia nie są kontynuowane. Google planuje również zaprzestać kupowania płatnych treści, aby oferować je za darmo w Google News Showcase. Oferta kończy się zatem w Kanadzie.



Równoważne prawo w Kanadzie nazywa się „podatkiem od linków” i oficjalnie nosi nazwę Online News Act lub Bill C-18. W dużej mierze forsował go liberalny minister kultury Pablo Rodriguez. Jednak 10 lipca Rodriguez ogłosił zmianę kursu poprzez rozporządzenia wykonawcze: podatek powinien opierać się na obrotach Google i Meta, a nie na linkach. Należy wziąć pod uwagę wszystkie płatności dokonane już przez te dwie grupy na rzecz kanadyjskich nadawców i firm informacyjnych. Należy również wziąć pod uwagę wsparcie niepieniężne, na przykład w postaci programów szkoleniowych, usług online lub oprogramowania.



Byłoby to fundamentalne odejście od poprzednich kamieni węgielnych prawa. Takie propozycje pojawiały się kilkakrotnie w trakcie procesu legislacyjnego, ale zawsze były gwałtownie odrzucane przez Rodrigueza i jego partię. W przeciwieństwie do modelu australijskiego, prawo kanadyjskie nie przewiduje bezpośrednich negocjacji między firmami zajmującymi się danymi a firmami nadawczymi i informacyjnymi. Ale teraz Google może potencjalnie uniknąć zwolnienia z podatku, jeśli wolno mu odliczać korzyści wynikające z umów z nadawcami i wydawcami wiadomości.



Jednak porozumienie z Meta jest mało prawdopodobne. Firma danych wielokrotnie podkreślała, że ​​większość użytkowników Facebooka i Instagrama nie chce widzieć żadnych wiadomości. A Meta zawsze chciała zwrócić uwagę swoich użytkowników na swoje własne oferty; Hiperłącza do zewnętrznych stron internetowych z reguły nie leżą w interesie Meta. Jeśli wtedy również kosztują, nie są już brane pod uwagę.



Gdyby zarządzenia były takie, jak zapowiada Rodriguez, przewidziana w ustawie rola regulatora CRTC również uległaby znacznemu ograniczeniu. To przyniosłoby ulgę ze wszystkich stron. CRTC słynie w Kanadzie z długich procedur, niewiarygodnego prowadzenia dokumentacji i ukrywania informacji. Zgodnie z planem Rodrigueza, CRTC musiałoby jedynie zatwierdzić potrącenia Google. Dalsze dochody z podatku byłyby wówczas mało prawdopodobne.



Jednak w zeszłym tygodniu premier Justin Trudeau przeniósł swojego ministra kultury Rodrigueza do Ministerstwa Transportu. Jest prawdopodobne, że Rodriguez zabierze ze sobą swoich kluczowych współpracowników – tych samych, którzy negocjowali z Google przez ostatnie kilka tygodni. Następczyni Rodrigueza, Pascale St-Onge, ogłosiła, że ​​nie wycofa się z podatku od linków. Co to oznacza, dopiero się okaże.



Liberalny rząd mniejszościowy otrzymał poparcie dla podatku od linków od swojego partnera, socjaldemokratycznej NPR, oraz opozycyjnego Bloku Quebecu. W ramach oświadczenia politycznego agencje federalne i nadawca publiczny CBC zaprzestały reklam na Facebooku i Instagramie. Rządy prowincji Kolumbii Brytyjskiej i Quebecu również poszły w ich ślady. Ponadto stolica Quebecu, Québec City, Izba Handlowa w Montrealu oraz trzej najwięksi wydawcy mediów we francuskojęzycznej prowincji zdecydowali, że nie będą reklamować się w Meta. Porównywalne środki przeciwko Google nie są znane.



Jednak Partia Liberalna i jej partnerzy z NPR głoszą wodę i piją wino: nadal reklamują się na Meta. Sprawa jest w rękach głównej partii opozycyjnej, konserwatywnej KPCh, która przedstawia Linktax jako liberalną cenzurę i potrafi pozycjonować się jako obrońca wolności prasy.